Sklep tuning
O nas Moje konto Galeria aut Dane aut Lista firm Kontakt

 
Zaloguj    
  (0 zł)
   
 
Pomoc


Fotoreportaże   Powrót

 

Rajd Kaszub 2008

 

2008-07-27
Reportaż: Adam Kalman
Zdjęcia: Adam Kalman, Adam Biegalski










  Galeria zdjęć

7 Runda Rajdowego Samochodowego Pucharu PZM czyli popularnie zwany Rajd Kaszub zaczął się prologiem na gdańskim Stadionie Żużlowym 25 lipca 2008.

Do wyścigu zgłosiło się 75 ekip. Drugi dzień rajdu rozgrywany był w pięknej Szwajcarii Kaszubskiej (niektóre zdjęcia może oddadzą chociaż mały % tego uroku), tym chętniej zwlekliśmy się z łóżek o 7 rano w sobotę, żeby zdążyć zapakować sprzęt i dojechać w upatrzone punkty odcinków specjalnych, oddalone o niecałe 40 km od Gdańska w pobliżu Kartuz. Tym bardziej, że pogoda była wspaniała i na wycieczkę i na robienie zdjęć, na leniwe oczekiwanie na kolejne przejazdy zawodników również. Zupełnie nic nie wskazywało na pechowy dla niektórych zawodników dzień.

Kanapki zapakowane, mapy zapakowane, sprzęt zapakowany… jedziemy. Parę fotek poglądowych na ceny paliw (zostanie dla potomnych) i inne pierdoły, żeby skalibrować sprzęt i tak.. bo w sumie nie było co robić.

Spojrzenie na mapę, odcinki specjalne były ustalone następująco:
OS 1/5 – Grzybno – Kosowo
OS 2/4 – Bródki – Donimierz
OS 3/6 – Załęże – Sianowska Huta
Park serwisowy znajdował się w Przodkowie.

Start pierwszego OS-u był zaplanowany na godzinę 9:28. Zjawiliśmy się ciut po 9, wyciągnęliśmy sprzęt z samochodów i radosnym cwałem skierowaliśmy się na stanowiska na trasie rajdu. Ledwo zaczęliśmy ten cwał, pierwszy sfotografowany pech. Kiedy nawet połowa zawodników nie pojawiła się jeszcze w miejscu startu, Honda Civic Type R Piotra Jędrusińskiego i Tomasza Maciuszka z Automobilklubu Zamkowy, jak się później okazało zwycięzców tej rundy Pucharu PZM, miała awarię na dojeździe. Nie chciałem przeszkadzać głupimi pytaniami o co biega, wystarczyło mi, że widziałem determinacje zawodników napieprzających przedłużką klucza do odkręcania kół w przewód hamulcowy. Bywa i tak.

Kierując się dalej w stronę trasy i fotografując oczekujące na start auta, napatoczyła mi się w obiektyw Astra z połamanym zderzakiem wracająca z OS-u. I to był właśnie pechowy początek całego rajdu. Owa „zerówka” lecąca pierwszym OS-em potrąciła jednego z kibiców. W podróży na stanowiska reporterskie, uchwyciliśmy już tylko moment, w którym zawijali poszkodowanego do ambulansu. Na szczęście, skończyło się tylko na złamaniu.
Szkoda, bo dużo się mówi o zachowaniu szczególnej ostrożności przez kibiców na trasach rajdów oraz o nie utrudnianiu życia kierowcom, którzy przy olbrzymich prędkościach oraz podbramkowej sytuacji, nie zawsze mają w zanadrzu magiczny sposób ominięcia stojącego im na drodze osobnika.
Czynności policyjne, przedłużające czas startu oraz brak ambulansu na 1 OS-ie, który był w drodze do szpitala, spowodowały jego odwołanie i niestety musieliśmy skierować się na następny odcinek, podziwiając przy okazji ładne lasy kaszubskie.

Zrezygnowaliśmy z OS-u 2, który już się zaczął i wyskoczyliśmy do Kartuz na coś zimnego, trafiając przypadkowo na utrzymanego w idealnym stanie VW Garbusa ze wczesnego etapu produkcji, bo jeszcze z płaską szybą. Spadła mu na dach tylko jakaś słuchawka. Trochę śmiesznie wyglądał, ale jeżeli to zadanie prowadzi do utrzymania go w takim stanie w jakim jest, wybaczamy.
Skoro już o Kartuzach mowa. Byliśmy trochę zdziwieni, że w tym roku nie napatoczyliśmy się na żadną reklamę czy informację mówiącą o tym, że parę kilometrów stąd rozgrywane są jakieś wyścigi. Nic. Trochę to dziwne biorąc pod uwagę poprzednie lata, gdzie wszystko było jasno i ładnie opisane znakami, strzałkami oraz plakatami w jaki sposób przejechać przez miasto, żeby dostać się do punktów dla kibiców na trasie rajdu. No cóż, pewnie siana nie starczyło na strzałki albo ktoś zapomniał o tym małym szczególe.

Po wciągnięciu ulubionych napojów, wróciliśmy na OS nr 3. Ogólne opóźnienie w harmonogramie rajdu, dało nam czas na wciągnięcie kanapek oraz na walkę ze wszelkiego rodzaju upierdliwymi do granic absurdu i gryzącymi lataczami.

W końcu pojawiło się parę aut technicznych, potem zerówki, na szczęście już nie strącające kibiców a chwile po nich rajdówki uczestników. Po kilku efektownych przejazdach, a niekiedy nawet pokazach driftów aut przednionapędowych, przyszła pora na kolejny pech. Tym razem wylosowani zostali bracia Musielak jadący Oplem Astra. Na zbyt szeroko wziętym łuku, ich Astra załapała trochę pobocza i zahaczyła o krzaczek. Niby normalna sprawa na rajdzie, ale huk był za duży jak na taranowanie krzaka. I auta raczej też nie odbijają się od krzaków. Okazało się, że w krzaku mieszkał ponad tonowy głaz wielkości sporej wanny. Tylko dzięki refleksowi i przytomności, do grona wylosowanych pechowców nie dołączył Łukasz Markowski jadący z Maciejem Machela w Fordzie Focusie, obaj z Automobilklubu Ziemi Kłodzkiej, którym udało się w porę zauważyć i ominąć stojącą na drodze Astrę.
Grupa młodych kamikaze pomogła sprawnie wypchnąć Opla na zieloną trawkę. Szybkie rozpoznanie sytuacji: rozbity przód, pogięte wahacze i drążki, zmasakrowana felga oznacza możliwość przebrania się w strój podomowy, porobienia pamiątkowych zdjęć i dopingowanie na naszym stanowisku pozostałych jadących w oczekiwaniu na lawetę.

Honoru driftujących tylnonapędówek broniła spora rzesza (bo aż 7 sztuk, w zeszłym roku i 2 lata temu tylko 1) BMW 318 IS, Opel Manta ze Svedala Motorklubb, którego widziałem raz, jak stał przed pierwszym OS-em i potem już w ogóle, powożonego przez Szweda Jonny Olivius, Łada VFTS Łukasza Sobocina i Cezarego Niewiarowskiego z Automobilklubu Podlaskiego, a która również gdzieś zniknęła, Toyota Corolla GT Krzysztofa Szeszko i Wojciecha Jarmakowa z Olsztyńskiego Klubu Rajdowego oraz Fiat 126p Jakuba Tomaszewskiego i Tomasza Sawickiego z Automobilklubu Rzemieślnik/Polski jako jedyny przedstawiciel i zwycięzca w swojej grupie - RWD-1.
O ile większość kierowców raczej starała się przejechać trasę optymalnie, o tyle bardzo widowiskową jazdę zaprezentował Piotr Kwiatkowski jadący z Marcinem Radeckim z Automobilklubu Orski/Rzemieślnik w niebieskim BMW i Paweł Danilczuk z Piotrem Bagniukiem z Automobilklubu Podlaskiego również w BMW, ale białym, a już sporym zaskoczeniem były najszybsze czasy przejazdu wśród aut tylnonapędowych i 13 miejsce w „generalce” w wykonaniu 22-letniej, wspomnianej już Toyoty Corolli GT. Również ukłony w stronę Jakuba Tomaszewskiego, którego drifty Fiatem 126p mogą zakasować niejednego cwaniaczka w stopniu majora na nogawkach i driftfurą z niebieskimi postojówkami i piłeczką pingpongową w antence.

No i przyszła pora na cztery łapy, czyli najszybsze i najefektowniejsze przejazdy, a w taką pogodę, jaka była wtedy, również najefektowniejsze zakurzanie publiczności a zwłaszcza reporterów. Podczas przejazdu Lancerów, czas opadania kurzu wzrósł z 20 sekund do około 1 minuty w stosunku do reszty stawki, skutecznie eliminując zapędy szybszych kierowców w dochodzeniu i pościgu tych wolniejszych. Bardziej odważni, którzy spróbowali i tak musieli zwalniać, bo po prostu jazda za innym autem nie miała sensu.

Żeby jeszcze dołożyć sobie dodatkowych emocji, na ostatnim OS-ie wybraliśmy długą prostą jako punkt cykania fotek. Urocze miejsce, z kupą obornika składowaną naprzeciwko oraz wesołą grupą autochtonów siedzących na płocie. Ostatni odcinek, co wynika z doświadczeń lat poprzednich, ma to do siebie, że przejeżdżają nim auta, czasami zupełnie inaczej wyglądające niż na początku wyścigu. Urwane zderzaki, kłapiące osłony to norma.
Tym razem udało nam się trafić na 2 ciekawe przypadki. Bartłomiej Karaś jadący Oplem Astrą z Pawłem Stachurskim, obaj z Automobilklubu Orski, postanowili zastosować (nie jestem pewien do końca czy świadomie) mega aerodynamiczny spojler, którym była otwarta klapa bagażnika podczas przejazdu. Może to miało na celu lepszy docisk tyłu auta, nie wiem, za to wyglądało ciekawie.
Drugą ciekawostką, oraz kolejnymi szczęśliwcami wylosowanymi do czekania na lawetę byli Atis Veismanis i Dzo Lubuckas, jadący w samochodzie Honda Civic Type R. Nie wiem czy włączyła im się taka chęć dojechania ostatniego odcinka do końca, (zostało może ze 2 km), czy też nieświadomość zbliżającej się gleby, ale już obok naszego stanowiska przejechali autem, które latało po całej drodze. W wyniku uszkodzenia któregoś z elementów - wahacz lub zwrotnica, przednie prawe koło trzymane tylko dolnym sworzniem, powodowało pływanie samochodu i szczerze mówiąc, nie była to jazda ale walka o utrzymanie się na drodze.
No i niestety. Zbierając się już po skończonym OS-ie, 400m dalej, wzdłuż trasy przejazdu, zauważyliśmy trójkąt, a kolejne parę metrów dalej, Hondę z wywiniętym kołem oraz efektowną glebą w krzakach.

Na szczęście, wymienione pechy oddziaływały tylko na auta, kierowcy i co-driverzy opuszczali pojazdy w mniej dobrych lub kiepskich nastrojach, jednak bez żadnego uszczerbku.
Ale to jest właśnie to, po to jeździ się rajdy szutrowe, żeby kontrolować samochód przy prędkościach rzędu 150 km/h na nawierzchni, która tej kontroli nie daje. Taka swojego rodzaju próba umiejętności i mocnych nerwów, połączona z efektowną trasą, nie łatwą bo krętą i górzystą.

Lista zgłoszonych zawodników
Oficjalna klasyfikacja końcowa – Goście
Oficjalna klasyfikacja końcowa – Puchar


Wrzutka z poprzedniego rajdu





Dodaj komentarz:
Nick:
Treść:
 

Komentarze:


Sheet - 2008-07-31 21:55
Super impreza, świetne fotki od razu widac profesjonalizm!!!


Wszystkie prawa zastrzeżone
© V-MAXZONE 2008
Strona główna | Regulamin | Gwarancja
Polityka prywatności | Partnerzy