II edycja imprezy Rage Race miała zapowiedziany finał na skwerze Kościuszki w Gdyni 19.07.2008 o godzinie 16:00. Ponieważ należymy do ludzi, którzy muszą wepchnąć się z obiektywem wszędzie tam, gdzie pojawiają się auta o większym niż norma zużyciu paliwa, radośnie chwyciliśmy za aparaty i obraliśmy właściwy kierunek podróży.
Rage Race, mimo że nazwa może sugerować co innego, nie jest wyścigiem. To połączenie Gran Tourismo i dobrej zabawy przygotowanej dla uczestników przez głównych sponsorów i organizatora, opartej na współzawodnictwie w otrzymywanych na trasie zadaniach. A trasa dość pokaźna. 2500 km do przejechania polskimi drogami w 4 dni, 50 zadań do wykonania, które wyłonią tegorocznego zwycięzcę, spotkania z widownią i jakże męczące imprezy w bardzo prestiżowych klubach i hotelach. W tegorocznym Rage Race brały udział 44 teamy, które zawitały do ponad 10 największych miast w Polsce.
Udział może wziąć każdy, jednak nie jest to impreza dla każdego. Wpisowe to 3500 zł od osoby, co już skutecznie zawęża grupę chętnych. To w zasadzie jedyne formalne wymaganie, ale jest jeszcze drugie, może nie tyle formalne co ambicjonalne a mianowicie auto, które będzie się jakoś komponować na tle pozostałych, biorących udział w imprezie. I tu w zasadzie zaczyna się problem, ponieważ stanąć obok Ferrari F360, Porsche 911 Turbo czy najnowszego BMW M3 trzeba mieć czym. To właśnie czyni tą imprezę bardzo medialną i przecież o to sponsorom chodzi.
Godzina 16:00. Aparaty gotowe, jednak jakoś ani nie widać zawodników, ani co dziwne ekipy organizatorów. Jest co prawda ochrona terenu, na który mają wjechać auta, ale im też udziela się nuda, wiec umilają sobie czas jeżdżąc quadem po ogrodzonym placu. O 16:30 udajemy się w stronę budek żywności dziwnej jakości w celu zakupu owych produktów. Z nudów zaczynamy fotografować (bo musimy to robić zawsze, cokolwiek by nie było) siebie, nogi i garderobę hostess, mewy oraz co ciekawsze auta zjawiające się na skwerze.
Chwile później dobiega dźwięk mocy z oddali. Ucieszeni i przygotowani czekamy na zbliżające się okazy, jednak falstart. To tylko lokalne 2 czarne 911 Carrera i 2 czarne Corvetty. Właściciele tych pojazdów wpadli chyba na pomysł skorzystania z darmowego lansu wśród licznie zebranej publiczności i trzeba przyznać, że wyszło im to całkiem nieźle. A i posłuchać Corvetty i 911 zawsze warto, wiec humor zdecydowanie nam się poprawił. Chwile później przyjechało parę samochodów z naklejką Rage Race na drzwiach, wyskoczyła ekipa, rozstawiła sprzęt grający i popsuła przyjemna cisze, która panowała do tej pory muzyką powiedzmy średnio pasującą i do charakteru imprezy i do okresu oczekiwania. Otrzymujemy informację, że jeszcze pół godziny do godziny czasu, zanim pojawią się pierwsze auta. Dobrze, że pogoda chociaż ładna i słońce świeciło, bo miało padać… Posileni pysznym napojem o zawartości 5% alkoholu (którego cena w gdyńskich budkach przy nadbrzeżu ma relacje 1%=1zł) ustawiliśmy się ponownie i czekamy…
Zrobiło się ruchliwie. Przyjechała policja i straż miejska. Do tego czasu spokojny teren zaczął być kontrolowany poleceniami: cofnąć się!, pan z tym aparatem w czarnym… nie klęczeć na jezdni!, itd… Dobrze wróży…
Straciłem orientację o której to było, ale w końcu… słychać już z daleka wydech trzech F360. Koncert piękny. Widać, że kierowcy tych 3 aut znaleźli jakąś nową formę komunikacji między sobą, bo odniosłem wrażenie, że posługując się pedałem gazu wymieniali jakieś uwagi na temat „śpiących policjantów” na skwerze Kościuszki, które szczerze mówiąc zostały skonstruowane bardziej do powstrzymania ciężkiego sprzętu budowlanego przed rozpędzeniem się do 20km/h niż dla normalnych aut. Z tyłu dobiegł mnie jeszcze szyderczy głos któregoś z gapiów: „Ciekawe, który zawiśnie”.
Ale nie zawisł żaden. Wtoczyły się na plac zebrań ludowych 3 piękne czerwone Ferrari, a za nimi… ciekawostka z pobliża S-F - Ariel Atom, bo tak się nazywa ten bolid, prowadzony przez jego właściciela pana Jerzego Dziewulskiego, byłego polityka i antyterrorystę. Parę słów o tym aucie się należy. Atom produkowany jest przez firmę Ariel, która zatrudnia tylko 7 osób. Taka manufaktura dla zapaleńców mogłoby się wydawać, jednak nie. Rama rurowa, otwarta konstrukcja, zawieszenie niczym z bolidów F1 zaopatrzone w wahacze poprzeczne na każdym z kół, które to wystają poza bryłę auta, światła tylne również zapożyczone z bolidów F1. Na prawdę bardzo niecodzienny samochód, nie mówiąc już o osiągach, a te mogą przyprawić nawet największych kazaków o miękkie nogi:
Waga: 400 kg. Moc: 320 KM 0-100 km/h: 2.6s Przeciążenie na ślizgach: 2.5G 0-160km/h-0: 10.64s … Ogień z dupy szanowni zebrani…
A pan Dziewulski ma w zanadrzu coś jeszcze ciekawszego i szybszego niż Ariel. Auto którego jest konstruktorem i nazwane Ultima GTR miało być obecne na tegorocznym Rage Race, jednak jak wyjaśnia sam Dziewulski: „Skończyłem go miesiąc temu i miałem wystartować w nim na Rage Race. Nie zdążyłem go jednak wystarczająco przetestować, a nie chciałem, aby błędy wyskoczyły gdzieś na trasie rajdu.” Szkoda, bo bardzo liczyliśmy na to cudo, jednak trzymamy kciuki za pana Dziewulskiego i jego konstrukcję, która staje się bezpośrednią konkurencją dla aut takich jak Bugatti Veyron czy Ferrari Enzo.
Po udanych manewrach na placu, auta stanęły tyłkami do zwiedzających, po czym właściciele Ferrari bardzo chętnie podnieśli klapy silników do góry, w przeciwieństwie do hostess, które starały się przytrzymać białe spódniczki bardzo blisko ciała, ponieważ wiatr zaczął obnażać to i owo, szkoda… że nie wiało bardziej. Również państwo młodzi mający weselną potupajkę gdzieś na skwerze, w pobliżu, skorzystali z uprzejmości właścicieli Ferrari, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcia.
Po następnych parędziesięciu minutach zagościli kolejni uczestnicy. Tym razem większą grupą, gdzie największy popłoch wśród policji, straży miejskiej i organizatorów wywołał 11-metrowy Hummer, który usilnie próbował zaparkować na parkingu przystosowanym do aut co najwyżej 5-metrowych. Ale udało się, po czym wesoła i pewnie wszyscy wiedzą z jakiego powodu ekipa, zapraszała wszystkie blondynki do zwiedzania auta. Próbowałem nawet udawać blondynkę, ale chłopaki jakoś nie dali się nabrać, wiec udałem się w stronę nadjeżdżających E90 M3 i CL 500 z bardzo oryginalnym paintem tego ostatniego z legendarnym Rudym 102 na boku auta.
Sumując, organizacja trochę legła z punktu widzenia gapiów, jednak nie można zapomnieć, że to 4 dni i 2500km do przejechania dla zawodników, więc idealny czas przybycia nakładałby duże ramy na każdego z nich, a tak naprawdę, to przecież impreza i zabawa dla nich. Trzeba wspomnieć jeszcze o jednym ważnym aspekcie. Wpisowe z imprezy jest przeznaczone na cel charytatywny, a ten wybierają zwycięzcy. Bardzo szlachetne księże Robaku i oby więcej takich akcji i imprez w naszym pięknym nadwiślańskim kraju.
Wyniki konkurencji teamów można znaleźć pod adresem: